czwartek, 30 marca 2023

Cisza

 Noc ciszą nakryła świat.

Ciszę błogą, ciszę  bezpieczną,

Tak wielką, iż zda się śmiertelną.

Puszczyk wzrokiem ciszę przenika.

Rozróżnia kształty trawy i liści

I słyszy ziarnko piasku,

Co poruszyło się w norce polnej myszki.

Bezszelestnie nawet  wiatr przemyka

Nie dotykając traw. Niespodziewanie

Skrzydło puszczyka rozrywa ciszę.

A w tym rozrywaniu coś niepokoi

Jak myśl, co się nagle zalęgnie.

Może to myśl, co za tobą stoi

Rozrywa tę błogą ciszę

Bezpieczną,  śmiertelną?

Ten czas

Czasy sięgania poza Ziemię,

Zaglądania za kurtynę Układu Słonecznego,

Sięgania wzrokiem na krańce Drogi Mlecznej.

Jakież to niezwykłe, jakie piękne,

Gdy poznajemy coraz więcej tajemnicWszechświata.

A jednak , gdy jedni sięgają wzrokiem poza zasięg wzroku,

Inni na starej Ziemi toczą stare wojny.

Stare wojny rasowe, religijne, kulturowe,

O przestarzałe spory i  miedze, 

O historyczne zaszłości pradziadów.

I jak znieść nienawiść  nacji do nacji?

Jak uchronić się przed słów kamieniami,

Co prosto w twarz nienawiść rzuca?

Jak nie oddać serca i duszy dla świętego spokoju,

Co nigdy spokojem sumienia nie będzie?

Jak budować marzenia, by uchronić je 

I zachować je czyste i wzniosłe?

Jak nie zgorzknieć żyjąc 

W świecie nieprawości  i przekłamania,

Gdy traci się rozeznanie? 

Nie dać się zepchnąć na manowce,

Gdy klęska po długiej walce?

Jak nie zapomnieć o miłości i szczerości

Najbliższych, gdy prawda i fałsz nie do odróżnienia.

Jak uczciwie budować życie poza awansami,

Rezygnować z ambicji i nie utracić godności?

Jak przetrwać wrzask głupoty i zachować rozsądek

Bez względu na cenę, na straty i wykluczenie?

sobota, 11 lutego 2023

Historia z fotografii

   Długie zimowe wieczory, nudne programy telewizyjne, powtórki starych filmów sprzyjają zagłębianiu się w albumy rodzinne. Te stare, często czarno-białe zdjęcia okazują się niezwykle inspirujące dla wyobraźni,  na zasadzie "a gdyby..." . Dla mnie stały się nie tylko podróżą w przeszłość, ale pożywką dla snucia innych wersji życia, które mogły mnie doprowadzić "gdzie indziej niż się chciało".

   Patrzę na fotografię. Spogląda z niej szczupła dziewczyna z prostymi włosami , zakrywającymi praktycznie pół twarzy z jednej strony i pół - z drugiej. No cóż taka to była moda - na topielicę. Z tą topielicą to zaczęła mama, bo nie było to ani wygodne, ani też nie wszystkim pasowało, szczególnie jeśli włosy nie były zbyt gęste, a raczej cieniutkie i proste jak druty.

   Te włosy to zmora mojej młodości. nie dały się nigdy ułożyć w romantyczne fale, nie mówiąc już o loczkach. Po maturze mogłam je zgwałcić ondulacją, ale po kilku myciach  wyglądały jak siano. Można było ukryć je pod peruką. Nie było trudno kupić takową ze sztucznych włosów. One były raczej takie jednorazowe. Ale gdy trzeba było zabłysnąć na pograjce to wystarczało.

   No więc sobie stoję na mostku, nonsazalancko oparta o barierkę w jasnej , prawie białej sukience mini. To nie była zwykła sukienka, ale szyta na miarę a jej ozdobą był haft wykonany przy dekolcie w kształcie półkola i przy części dolnej , takie dwa półkola . Sukienkę według projektu mamy uszyła ciocia, wzór haftu projektowałyśmy razem, wykorzystując motywy kaszubskie. Ciocia uszyła w sumie pięć sukienek dla mnie, siostry, mamy, jej przyjaciółki i dla siebie. Była niesamowicie zdolną krawcową, czuła materiał i potrafiła wyczarować niezwykłe kreacje z materiału, jaki udało się zdobyć mamie. Ale wyszywałyśmy już same: każda swoją i każda inaczej sytuowała wzory kwiatów. Sukienki były rewelacyjne i nie było osoby, która przeszłaby obojętnie, gdy szłyśmy ulicą. Do tych sukienek mama zdobyła srebrne sandałki. Zawsze lubiła niestantardowe rozwiązania i poprawiała szyte taśmowo sukienki, bluzki kupowane w domach towarowych. Uważała, że trzeba się wyróżniać, że nie należy ubierać się jak wszyscy, że trzeba wykazać się i elegancją, i gustem, i inspiracją. Ale to były lata siedemdziesiąte. A po nich nastały siermiężne lata osiemdziesiąte, gdy trudno było cokolwiek kupić. Człowiek cieszył się, że złapał jakiś łach. A ciocia też przestała szyć, mama polować na materiały, o były ważniejsze sprawy, większe łopoty i troski.

   Te wakacje, ten mostek, ta płynące dołem rzeczka... .Jeszcze wtedy nie miałam sprecyzowanych planów, jedynie marzenia. Chciałam osiedlić się w mieście, pracować w mieście, a dokładnie uczyć języka polskiego. Wiedziałam, że to nie będzie łatwe, że czeka mnie długa droga, po maturze studia. Ale wierzyłam, że mi się uda. To na tym moście inna ciocia uświadomiła mi, że mogłabym wybrać łatwiejszą drogę bez wyrzeczeń, bez wysiłku. Wystarczy poznać chłopaka, wyjść za mąz i liczyć, że on będzie pracował, ja będę gospodynią domową, Tata też tak uważał: po co ci szkoła, studia, prawo jazdy. Dzieci cię oblepią i po marzeniach. Użyte argumenty były prawdopodobne, zważywszy ówczesny stosunek do pracy kobiet - niższe płace, dyskryminacja w awansach i mnóstwo obowiązków.

   Jakby wyglądało moje życie, gdybym posłuchała? Bo takie myślenie wówczas było w zdecydowanej większości, tym bardziej, że pochodzenie wiejskie nie ułatwiało życia. Wielokroć słyszałam uwagi, że po co ci, że wracaj na wieś do kur, krów,... no, na szczęscie tu wkroczyła mama. Była taką domową gospodynią i nie była szczęśliwa. Marzył jej się szeroki świat, a utknęła na wsi, w domu. To ona nam nie pozwoliła nawet na odrobinę zwątpienia, gdy życie dawało w kość. Mawiała, że jeśli nałożymy sobie odpowiednio "pod dachem", to nikt nie będzie wytykał wiejskiego pochodzenia. 

   Słowa mamy wielokrotnie się sprawdzały. Ileż to osób okazywało zdziwienie, że jestem ze wsi "i taka oczytana?, taka obyta?, taka elegancka?, wykształcona?"

   Z tym, że wyszłam ze wsi i na wieś wróciłam. Na szczęście nie jako gospodyni, lecz nauczycielka.   

      

niedziela, 4 września 2022

Cienie

Polną drogą truchtały dwa cienie

Długi zachodzącego słońca

 Krótki ujawniającego się księżyca

Z drzew ptaki nocne spoglądały

Podejrzliwie na zakłócenia symetrii

Nie wiedząc co może przynieść

Słodko pachnące chmury nad horyzontem

Kołysały łąkę otulając chłodną rosą

Krótki cień zanurzył się w orzeźwieniu

Zapadając w błogi sen po męczącym dniu

Przeskakiwania i okrążania obiektów

Długi cień jeszcze gorączkowo szukał kryjówki 

Wydłużając się w promieniach słońca

Wreszcie oklapł zatopiony w mroku

Tylko ptaki nocne dostrzegły miejsce spoczynku

Długiego cienia i przyjęły to z ulgą

Ruszając za swoimi sprawami

 

czwartek, 2 czerwca 2022

On

 

ON

Napisał ktoś piosenkę,

Zadedykował komuś.

Ktoś namalował obrazek

I podarował komuś.

Walca skomponował  

Tej, co tańczyć chciała.

Ktoś dla kogoś zaśpiewał,

Kto słuchać  pragnął.

Mnie nikt nie napisał piosenki,

Wiersza nie dedykował,

Nie zaprosił do tanga.

Czasami  tylko  kwiaty dawał.

A przecież pomocą służył,

Gdy wspinać się zaczęłam.

On wspierał, gdy wątpliwości

Serce mi zżerały.

Gdy wszystko wokół się waliło

I wrogów przybywało

To  przy  mnie stał.

Pozwalał się wypłakać,

Ocierał łzy, w milczeniu przytulając.

Choć nie napisał mi piosenki,

Nie zagrał przy ognisku,

To  przecież  przy mnie był

Na dobre, a przede wszystkim,

Gdy było źle.

Magia życia

Życie to magia 

Obrazów, zapachów i smaków.

Poranki dźwiękami płoszą ciszę nocy,

Dniami w kieracie codzienności,

Wieczorami błogiego lenistwa,

Nocami, co majaczenia senne

Wypuszczają na wolność.

Deszczem na szybie,

Obietnicą kolorowej tęczy,

Łzami tęsknoty na policzkach.

Zapachem ściętej trawy

I słodkich poziomek na leśnej polanie.

Zmiennością chmur na niebie,

Kluczem żurawi, lotem jaskółki,

Srebrzystym polem żyta

I kwaśnym jabłkiem zerwanym ukradkiem.

 

Życie to magia każdej chwili, nieoceniony dar.

To nie przymus, nie obowiązek, nie ślepa pogoń.

To codzienne doświadczanie małych, prostych spraw. 

niedziela, 24 kwietnia 2022

Wątpliwości

     Chrześcijanie w pakiecie przykazań otrzymali wskazówki  - jak żyć, by osiągnąć zbawienie i życie wieczne. "Nie zabijaj", "Nie kradnij", Kochaj bliźniego",  i wiele innych, by zasłużyć na Niebo. I wszystko w temacie: wystarczy zastanowić się, przestrzegać i można spokojnie żyć. 

     Rzeczywistość jest zupełnie inna - zabijanie, kradzież, nienawiść, zazdrość jest na porządku dziennym. Kapłani jednako błogosławią i święcą szpitale jak i broń, która spowoduje , że szpitale zapełnią się pokrzywdzonymi. Młodzi ludzie , jeszcze przed zaznaniem pełni życia idą na front, strzelają do każdego - uzbrojonego albo i bezbronnego. Idą z błogosławieństwem kapłana, niejako rozgrzeszeni jeszcze przed popełnieniem zbrodni, kradną i sprzeniewierzają się wszystkim przykazaniom. Ale dostali na to przyzwolenie, odpuszczenie win jeszcze przed popełnieniem. Czują się bezkarni, usprawiedliwieni, więc nie żałują sobie. 

     Kim jest kapłan, co daje przyzwolenie na bestialstwo?, kim jest kapłan, że święci morderczą broń, pociski, które zabierają życie, okaleczają, budzą trwogę? 

     Czy kapłani mogą w imieniu Boga udzielać dyspensy od zabijania? Czy powinni błogosławić armię wyruszającą na bój? Czy Kościół nie powinien trzymać się z daleka od takich błogosławieństw?, od poświęconych przyzwoleń. 

     Któregoś razu bardzo religijny człowiek powiedział, że z taką religią to do niczego dobrego nie dojdzie. Że nie można dowolnie interpretować Słowa Bożego, że nie ma wyjątków od wyłożonych  praw. No, może ewentualnie udzielać dyspensy, jeśli chodzi o obronę ojczyzny, życia najbliższych, ale na pewno nie wolno łamać przykazań dla ideologii, dla kaprysu, dla chciwości i nienawiści. 

     Porządek w naturze. Prawa przyrody przestrzegane są z żelazną konsekwencją. Jest czas narodzin, czas wzrostu i owocowania, czas umierania , a co za tym idzie odpoczynku. Przyroda nie potrzebuje święcenia: przychodzi czas i wzrasta. rośnie obficiej, skromniej. Owocuje lepiej lub gorzej, ale sobie radzi.

     Jakże odmienny jest świat ludzi. Rozpychają się, walczą, kradną, zabijają. Ciągle im mało, ciągle chcą więcej aczkolwiek i ich czas ziemski dobiega końca. Odchodzą i nic ze sobą nie biorą. Więc po co te zabiegi, nienawiści pazerność i gromadzenie dóbr ponad wszelkie potrzeby?

     Pustoszeją kościoły. Autorytet kapłanów upada. Człowiek poszukuje Boga poza instytucjami.  

niedziela, 13 marca 2022

Władza, sława, czy pieniądze?

     24 lutego Rosja zbrojnie naruszyła suwerenność Ukrainy. Wkroczyła z sąsiedniego kraju uzbrojona armia rosyjska, aczkolwiek niezbyt wyszkolona i rozpoczęła się wojna. Z nieba zaczęły spadać bomby, artyleryjski ostrzał miast i miasteczek zmusił Ukraińców do szukania schronienia w piwnicach, tunelach i wszelkich podziemiach. Domy i budynki zamieniały w kupy gruzu. To co przez lata budowano, wznoszono, upiększano, zagospodarowywano zostało zniszczone w ciągu kilkunastu dni. To niepojęte, niezrozumiałe. 

     Ukraina , 44 milionowy naród nie poddaje się. Wojsko skutecznie broni stolicy, a zagrzewa ich prezydent, człowiek wielkiego ducha, charyzmatyczny jest w stałym kontakcie ze swoim narodem. bronią się również inne miasta. Ukraina zjednoczyła się skonsolidowała i bezwzględnie daje odpór najeźdźcom. 

     Putin wysyłając wojsko na ten kraj mniemał,iż będzie to kilkudniowy wypad i wielkie zwycięstwo. Jakże się pomylił. Ukraińcy nie poddali się . Zwycięski spacer zamienił się w koszmar dla młodych rosyjskich poborowych, rzuconych na tę wojnę.

     Z ostrzeliwanych i bombardowanych miast i miasteczek rozpoczął się wielki exodus ludności, ucieczka w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia. Wszyscy parli ku granicom państw sąsiadujących z Ukrainą. Polską granicę przekroczyło już ponad półtora miliona uchodźców, dzieci, kobiet i starców. Polacy naprawdę okazali wielkie serce i wielką pomoc, zwyczajni ludzie zorganizowali się, skrzyknęli i wsparli żywnością,  odzieżą, artykułami pierwszej potrzeby, zabawkami i dachem nad głową. Zaprawdę jestem pełna podziwu dla wolontariuszy, którzy pomagają rozdzielają i wspierają zrozpaczonych uciekinierów.

     Ale nie dziwne jest bohaterstwo żołnierzy, odwaga kobiet i determinacja narodu ukraińskiego. Tak należy walczyć z agresją. Dziwie mnie natomiast wybuch tej wojny - nie jedynej na Ziemi - Jeszcze żyją ci, co pamiętają II wojnę światową . Po jej zakończeniu głośno krzyczano: nigdy więcej wojny, nigdy więcej bomb i ostrzałów, nigdy więcej zniszczeń, ruin i pożarów. Będziemy rozmawiać, negocjować, ...

     Wydaje się, że Europa to dość cywilizacyjnie rozwinięty obszar, wykształcony, posiadający wiedzę historyczną , na tyle rozległą, by wiedzieć, czym jest wojna. przeciętny Europejczyk ma dostęp do faktów historycznych, do pamiętników z okresu wojny, do wspomnień , do opowieści o cierpieniach, o bólu i strachu. A jeśli nawet nie czyta to wystarczy przejrzeć statystykę II wojny światowej, która może poruszyć wyobraźnię, by wiedzieć, że żadna wojna nikomu nie przynosi korzyści. Poszkodowani są jednako i zwycięzcy i przegrani. Matki jednako opłakują synów i córki, i żadne zwycięstwo nie jest ważne. Maria Konopnicka napisała: "...a najdzielniej biją króle , a najgęściej giną chłopi."

     Skąd więc wojny i to w obliczu konfliktu nuklearnego, gdy broń jest przeraźliwie skuteczna. Komu i na czym zależy? Władza?  A co to za władza, gdy trzeba się bać poddanych, gdy trzeba siedzieć za szybą, by nie zostać oplutym, gdy wokół wielu zazdrośników? Sława? niewątpliwie jest łakomym kąskiem. Ale zapisać się na liście sławy jako tyran, ludobójca, zbrodniarz? Wątpliwy zaszczyt. Pieniądze? A czy na Ukrainie są aż takie pieniądze, by narazić się prawie całemu światu? Chyba nie. Bo co o zwykłych obywatelach będą mówić zwykli ludzie na świecie? 

     Nie wiem. Chyba mam za małą wiedzę, by to zrozumieć. Ale wojna w Europie? To się nie mieści w głowie. To nie może być, by byle państwo napadało sąsiedni kraj, bo co? 

   

     

sobota, 29 stycznia 2022

I po co?

I po co mi było iść tam,

Gdzie muzyka i wiersze,

Spadające gwiazdy,

Szepty, szelesty i świerszcze?

 

I po co mi były 

Te iskry z ogniska,

Rozmowy o wszystkim,

Gitara i śpiew aż po świt?

 

Ten ogień na brzegu

I echo, co niosło po wodzie.

Wróciły obrazy z daleka,

Znajome zapachy i dreszcze zachwytu

 

Ta rosa o świcie, znak słońca na wodzie.

Żurawie się budzą i milkną słowiki,

W wodzie rusałki już plotą warkocze

I fala leniwa na bosej stopie

 

Codzienność?  Gdzieś skryta za mgłą.

I słodkie poziomki jak smak dawnych lat.

Płyną obrazy ... 


I po co mi było...?

czwartek, 20 stycznia 2022

Szybko czy wolno?

     Budzę się. Przede mną cały dzień. Bardzo długi dzień. Spokojnie piję poranną kawę. Przecież mam tyle czasu. Trochę pobałamucę przy komputerze, pogadam  z kotem, przecież do wieczora jeszcze daleko. Mam dużo czasu i niewiele zajęć. Moje życie to "mogę", "chcę" - nie ma w nim miejsca na "muszę". I to jest luksus. Wszystko można robić w zwolnionym tempie.

     Ubieram się - też w zwolnionym tempie. I raptem oazuje się, że to zwolnione poranne tempo zabrało mi mnostwo czasu. A tu trzeba rozpalić w piecu, pomyśleć o śniadaniu! A tu raptem słońce na bezchmurnym niebie, a tam jezioro i cudowny las i pracowity dzięcioł. 

przyspieszam i już jestem zirytowana swoim guzdralstwem. Już chciałabym jechać. 

     Wreszcie ogarnęłam wszystkie konieczne zajęcia i mogę ruszać. Jeszcze kawa do termosu (kawa pita nad jeziorem w lesie ma niezwykły smak). Jestem już na miejscu. Woda łagodnie pluszcze przy brzegu. Dzięcioł pracowicie tłucze dziobem, szeleszczą poruszane lekkim podmuchem wiatru uschnięte trawy. Na tle błękitnego nieba kołyszą się wierzchołki sosen . To tak piękny widok, że pstrykam zdjęcia, Ale one nie oddają tego uroku, więc kasuję i łykam obraz wzrokiem. Utrwalam go. pamięci wystarczy do następnego urokliwego widoczku.

     Robię ćwiczenia oddechowe, trochę gimnastyki - takiej na możliwości starszej pani. Dochodzę do ukrytej ławeczki. Tu jest tak ciepło, że zdejmuję czapkę, kurtkę i energicznie wymachuję ramionami.. Jest pusto, więc mogę sobie pozwolić na niezgrabne ruchy jakiegoś tańca. Widzą mnie tylko drzewa i  może ten dzięcioł. A mnie ten ruch sprawia radość. 

     Kawa wypita, mięśnie rozruszane i generalnie czuję się świetnie. To lubię.

     Czas wracać do domu i zrobić coś pożytecznego i jeszcze czegoś się nauczyć. Bo stracony dzień, w którym się czegoś nie nauczyło.

     Takie dni należą do udanych. Bez trudnych rozmów, bez zastanawiania się nad rzeczywistością. A ta rzeczywistość - sama nie wiem- czasami myślę, że wpadłam do jakiejś powieści SF i dlatego nie potrafię się odnaleźć, nie potrafię odróżnić fikcji od realizmu. Nie rozumiem zasad funkcjonowania  w tym świecie. To co widzę i to co słyszę, i to co podpowiada mi zdrowy rozsądek,  zupełnie do siebie nie pasują. Niby jestem wolna, ale nie jestem. Szczepienia już nie są wyborem. Są koniecznością, jeśli chce się korzystać z dobrodziejstw kultury, cywilizacji. 

     Zaszczep się. A ja nie ufam tym szczepionkom. Są niedopracowane, niepewne sutków, bo o skuteczności to już wiemy - są nieskuteczne, nie chronią przed chorobą, a mogą być szkodliwe za parę miesięcy, lat. Nikt nie daje gwarancji, a producent otacza skład tajemnicą- badania laboratoryjne, efekty zostały utajnione na 50 i 70 lat. A po tym czasie nie sprawdzę już co wstrzykiwano .

     Już wieczór. Kot zagania mnie na kanapę, bo chce się przytulić. Minął dzień. Trochę za szybko.  

niedziela, 2 stycznia 2022

Następny rok

   Zaczął się następny rok. Wbrew stereotypom nie wzbudził optymistycznych oczekiwań. Trwa pandemia i nie widać jej końca, aczkolwiek historia mówi, że zaraza nawiedza ludzkość raz na sto lat. Choroba panoszy się około trzech lat i potem grzecznie się wycofuje. Obecna buchnęła pod koniec 2019 roku w Azji. Do Polski dotarła w lutym lub marcu 2020 roku. Z prostej analizy wynika, że powinna się cofnąć pod koniec 2022 lub na początku 2023. I to na tyle optymistycznych wieści. Reszta jest niewiadomą.

   Jest już szczepionka mającą nas uodpornić. Wyprodukowano ją w przeciągu kilku miesięcy i bez prób klinicznych, badań skuteczności i efektów ubocznych, tych tuż po szczepieniu i tych, które po latach mogą dać tragiczne konsekwencji. Zaczęły się masowe szczepienia. Najpierw tych z pierwszej linii frontu walki z corona wirusem, a następnie seniorów i coraz młodszych, a obecnie już nawet dzieci. 

   Oficjalne media podają za pewnik, że szczepionka przynosi więcej korzyści niż strat. Podobno rzadziej chorują zaszczepieni niż niezaszczepieni: lżej przechodzą tę chorobę zaszczepieni niż niezaszczepieni. 

   Źródła nieoficjalne podają informacje o skutkachubocznych; o zkrzepicy, niewydolnościach i osłabieniu systemu immunologicznego.. To na dziś. Jeszcze gorsze przewidywania są na przyszłość.

   Nie wiem, to kłamie, kto głosi prawdę. Podejrzana jest loteria: zaszczepisz się, zarejestrujesz weźmiesz udział w loterii, gdzie możesz wygrać elektryczną hulajnogę, samochód, milion, i mnóstwo interesujących sprzętów. I to jest podejrzane, bo szczepionka jest darmowa.

   I skąd ma się wziąć nadzieja? Optymistyczne spojrzenie w przyszłość? Gdy strach o siebie, o swoich bliskich? Obawa przed kontaktami z sąsiadami, nie mówiąc już lęku przed obcymi w sklepie?    

poniedziałek, 20 grudnia 2021

O tempora, o mores

     Kończy się upragniona demokracja. Mediom odebrano wolność słowa. Ostatni w miarę niezależny kanał telewizyjny TVN szturmem zdobyty z zaskoczenia, wbrew umowom z amerykańskim operatorem, właścicielem , Discavery. Już nie będzie szans na korektę wiadomości.

     Polski żołnierz stojący na straży przy granicy polsko-białoruskiej i broniący Polski przed hordą uchodźców ze Wschodu, nasłaną przez znienawidzony reżim Łukaszenki na Polskę i Unię, zdezerterował na Białoruś. 

     Czwarta fala Covid-19 weszła w apogeum, tym razem z odmianą delta. A tu już pojawia się następna mutacja - omikron, rozprzestrzeniająca się o wiele szybciej niż poprzednie. I już zapowiada się nadejście piątej fali zakażeń. Od wiosny już ponad 20 milionów Polaków przyjęło podwójną dawkę szczepionki, wielu zgłosiło się po trzecią dawkę - przypominającą i co? już przewiduje się czwartą dawkę, a liczba zakażonych nadal jest wysoka. A podobno - wg Morawieckiego, jeśli połowa populacji się zaszczepi to wzrośnie odporność narodowa i wirus ustąpi, albo znacznie osłabnie. A tu co? Szpitale przepełnione, respiratory zajęte, odporność nie wzrasta. Społeczeństwo już praktycznie żyje w izolacji, większość stosuje zasadę MDD, Dzieci prawie odzwyczaiły się od nauki w szkole, a dobowa  liczba odkrytych zakażonych nie maleje. A ilu się nie zgłasza z objawami? Któż to wie!  Kto temu jest winny? Oczywiście ci, którzy nie chcą się zaszczepić  i dzieci, bo chodzą do szkoły i roznoszą zarazki. Ale znaleziono już na to lekarstwo. Ruszyła akcja szczepień dzieci od piątego roku życia. Nikt nie wie, jakie skutki ta nieprzebadana szczepionka przyniesie za kilka, kilkanaście lat. Już wiadomo, że zakrzepica, że serce, że inne neurologiczne choroby mogą się pojawić. Ale rząd wyznaje zasadę , że jeden chory dzieciak, jedno zmarnowane życie nic to w porównaniu z większością , która być może uodporni się na tę chorobę. Dobro większości ważniejsze od ubocznych skutków u mniejszości!!!

     Przed szczepieniem podpisuje się deklarację, że nie będzie prawnych roszczeń, jeśli coś pójdzie nie tak. Lekarze, naukowcy, koncerny farmaceutyczne nie chcą wziąć odpowiedzialności za tragiczne skutki uboczne! To niebywałe. Ja za swoje decyzje, poczynania i eksperymenty biorę na siebie odpowiedzialność- spowodowanie wypadku, zbicie szyby u sąsiada, kradzież, pobicie, nawet morderstwo!!! Ale nie rząd i nie lekarz, i nie producent szczepionki!

     Mnie jako matkę i babcię nie obchodzi większość. Dlaczego moje wnuki mają posłużyć jako króliki doświadczalne? Większość niech się godzi na eksperymentowanie, niech choruje, ale moje dzieci, moi bliscy są dla mnie najważniejsi. Inni się nie liczą. I tak myśli każda matka, każdy ojciec. Koszula zawsze była bliższa ciału niż płaszcz.  Tę większość widzą ci co rozsiedli się na szczycie drabiny, a ci, co stoją przy pierwszym szczeblu, widzą tylko tych obok siebie.

     Z kart najnowszej historii można wyczytać, że jesteśmy narodem, który chętnie się poświęca w imię wyższego dobra lub dla polskiej racji stanu (słowa Kaczyńskiego, gdy wysyłał kontyngent polskiego wojska do Iraku). Nie uznaję poświęcania się w imię wyższego dobra albo dla polskiej racji stanu. To nie czasy "A najdzielniej biją króle// A najgęściej giną chłopy"

piątek, 19 listopada 2021

MARZENIA( nie tylko ) NASTOLATKI

Marzyła o sławie sportowca, artystki,

Kosmonautki, odkrywcy.

W marzeniach była bożyszczem tłumów,

Westchnieniem fanów.

Po dywanach czerwonych, schodach marmurowych

W błyskach fleszy stąpała.

 

Tylko narazie czasu nie miała.

Zawsze coś na przeszkodzie.

Sceptycznie rozsądni rodzice,

Młodsze rodzeństwo i przyjaciele

Co przecież zobowiązuje.

Bezdomne koty, bezpańskie psy,...

 

Potem pomyśli, potem...o sobie,

Może za rok, albo dwa.

 

Marzenia upchała w domku dla lalek.

Czerwony dywan poszarzał i rozpadł się,

Schody zmurszały. Wyższa konieczność...

 

Kochające rodzeństwo, grono przyjaciół szczerych,

Szacunek ludzi, życzliwość sąsiadów...

Tylko czasami... czasami we śnie

Stąpa w blasku jupiterów,

Bo w dzień ciągle zajęta ratowaniem świata.

sobota, 6 listopada 2021

Są jeszcze

Są  takie miejsca, których nie widziałam

I takie rzeki, których nie przekroczę.

Drzewa, które nie dla mnie rzucają cień.

Są jeziora, w których nie poszukam ochłody.

Ośnieżone góry, na szczycie których nie postawię stopy.

Piaski, na których nie zostawię śladów,

Kwiaty, których zapachu nigdy nie poznam

 

I deszcze, które mnie nie zmoczą.

Promienie, co mnie nie ogrzeją.

I łzy, których nie wyleję. 

piątek, 5 listopada 2021

W ukryciu

Są takie doświadczenia,

O których nie mówi się na pikniku.

A przynajmniej nie mówi się głośno.

 

Ból i cierpienie zostawia się za drzwiami.

Samotność i smutek przykrywa szalem na fotelu,

Albo topi w kieliszku wódki przed lustrem.

Rozczarowania pokrywa się frazesami 

Hura-optymistycznymi.

 

Na pikniku trzeba być szczęśliwym

Jak w poradniku psychologicznym.

Pięknym jak na okładce kolorowego pisma.

Mieć poczucie humoru i śmiać się głośno,

Choćby się nie wiedziało z czego. 

czwartek, 28 października 2021

Demokratycznie znaczy ...

     Aleksander Wielki, a w zasadzie jego ojciec, Filip, twierdził, że właśnie demokracja pozwala na przeprowadzenie najbardziej tyrańskich planów: że  w obecności tłumu można przeforsować prawa, przed którymi wzdraga się w miarę mądry i myślący  obywatel. Ale ten mądry, myślący obywatel w tłumie gubi  rozsądek, gdy ze wszech stron bombardują go argumenty, opinie i poglądy. W takim chaosie słów traci pewność siebie, bo może ktoś obok głośniej krzycząc, zawzięciej forsując swoje zdanie, wie lepiej? Może ma lepszą wiedzę, a może wie coś, czego nie wie ktoś inny?

     Myślę, że to prawda, gdy tak sobie od przypadku do przypadku śledzę postępy demokratycznych rządów, czy to w Polsce, czy w Unii, czy gdziekolwiek mówi się o sprawiedliwych rządach większości.

    Antologia czy kwartalnik?  Po dość burzliwej dyskusji głosowanie. Wygrała antologia! 

    Jak to się stało? 

    Kwartalnik byłby lepszym rozwiązaniem  dla Grupy "Wtorkowe Spotkania...", bo dałby możliwości wypowiedzenia się tym, którzy dobrze czują się w prozie: kronikarzom codziennego życia,  odkrywcom i badaczom   historycznych śladów, poszukiwaczom pasjonatów i niezwyczajnych ludzi w zwyczajnej rzeczywistości. Dałby możliwości podzielenia się refleksjami na tematy literatury, filmu,  teatru, czy sylwetek twórców kultury.

     I tak się działo w trakcie dyskusji: antologia, czy kwartalnik. Dziś, gdy wokół cisza i wracają argumenty stronników antologii, słyszę: książka z wierszami jest  prestiżowa, ładnie się prezentuje na półce, zawiera informacje o autorze (o jego nagrodach, udziałach w konkursach, zwycięstwach i wydanych tomikach). No i jeszcze to, że jest tam fotografia, która być może kogoś zaintryguje albo pozwoli rozpoznać  twarz i połączyć ją z twarzą obecną, np. w sklepie...w parku...po sąsiedzku.

    A kwartalnik? To takie banalne pismo, po które sięgają nieliczni. Dodam jeszcze, że nie można go wyeksponować na półce. I może zgubić się wśród innych czasopism. Szybciej trafia na makulaturę.

     O głupocie. To wszystko wiedziałam, rozumiałam. A jednak zagłosowałam za antologią. Dlaczego? Bo większość tak zrobiła, bo może jestem niedoinformowana, bo inni wiedzą chyba lepiej, bo... .

    Jerzy Stelmach, filozof prawa zdefiniował to zjawisko jako "głupota masy".     

niedziela, 10 października 2021

Wszechobecność

  

Ktoś  jest wokół,  wszechobecny

W początku czasu i jego końcu.

A ja jestem w Nim.

W szumie wiatru wśród liści,

W trawach i koronach drzew

I wiernych cieniach tańczących wokół.

W paskach plaży i redlinach pól.

W błękicie bezchmurnego nieba,

Nocnych konstelacjach gwiazd,

I chmurach nabrzmiałych deszczem.

W obłokach lekko sunących w nieznane. 

W spęczniałych pąkach i wybujałych kwiatach,

W brzęczeniu pszczół na lipach i trzmieli na koniczynie.

W rumianych jabłkach i soczystych wiśniach.

W locie jaskółek, kluczu dzikich gęsi

W majestatycznych szyjach łabędzich

I nurkujących w głębinach jeziora kaczkach

W falach atakujących brzegi i cofających się

By uderzyć jeszcze raz i jeszcze, jeszcze...

Cierpliwych monotonnie, nieznużonych w działaniu,

Doskonale obojętnych na los budowli z piasku.

Ktoś zawsze przy mnie przyjaźnie obecny, 

W szumie opon na asfalcie i pomruku silnika,

W spokojnych manewrach i bezpiecznych powrotach.

Jestem w tym świecie, obok ludzi

Tylko obok, ... 

Samoistna i oddzielona