niedziela, 23 kwietnia 2017

Jak wygrać z paniką

Muszę ciągle coś załatwiać. Ciągle coś nowego do zrobienia, a ja nie mogę opanować paniki, że coś pójdzie nie tak, że nie potrafię, że zostanę wyśmiana lub co gorsza ośmieszona. Jak żyć z przeświadczeniem, że jestem niesprawna w załatwianiu różnych drobnych ale niezbędnych życiowych problemów?
Jak przegryzać się przez codzienne niemożności? Jak nie pogubić się w wielości priorytetów? Jak radzić sobie z obawą, że coś w czymś nawalę?

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Ach, wszystko mija

     Minęły kolejne święta, których się bałam. Minął strach i stres. Wyjście ze skorupy okazało się nie tak bolesne, jak przypuszczałam. Wraz ze słońcem  i długością dnia przyrasta życzliwość ludzka. 
toteż łapię się na tym, że o wiele łatwiej nawiązać, czy też odnowić znajomość, niż się wydaje przed wyjściem z domu. 
     Dziwne jest tylko to, że niesnaski toczą się najczęściej w rodzinach! Jak to jest, Panie Boże, że rodziny żyją często na wojennej stopie? Z czego to wynika? Kiedy pojawiają się sytuacje, w których dokonujemy złych wyborów? Wyborów od których nie ma właściwie odwrotu? Wybory, które skutkują na całe lata?
     Sądziłam, że moja sytuacja jest nienormalna. A okazuje się,że wszędzie są mniej lub bardziej nienormalne stosunki i w każdej rodzinie istnieją parszywe sytuacje. 
     Człowiek myśli sobie, że będzie żył wiecznie, a przynajmniej długo, więc dąży jeszcze uporządkować, wyjaśnić przeprosić i doczekać się przeprosin, wyjaśnień. A tak nie jest. A z upływem czasu , z perspektywy traci prawdę z oczu, nawet tę własną, zda się naprawdę obiektywną. Pozostaje mglisty kontur, zniekształcony obraz, zastępcze słowa i bliżej nieokreślone uczucia z dominującym żalem.
     Dlaczego najtrudniej porozumieć  się w rodzinie? To pytanie zadaje zbyt wielu? A niewielu udziela odpowiedzi. Odpowiedzi satysfakcjonujących brak.

czwartek, 24 marca 2016

Wchodząc między wrony

     Od najmłodszych lat uczono mnie, że wchodząc do cudzego domu, muszę zachowywać się tak, by nie naruszyć zwyczajów tego miejsca. Jednym słowem muszę się dostosować do rytmu i zachowań, jakie w tym miejscu obowiązują. 
     A co się teraz dzieje w świecie? Przyjeżdżają goście i zaczynają wprowadzać swoje obyczaje, nawyki i tradycję, bo obowiązuje tolerancja i prawa ich jako gości są większe niż domowników.
     Zamachy terrorystyczne w różnych zakątkach świata, w których giną tubylcy, Bogu ducha winni. Moim zdaniem wynika to z nadmiernej tolerancji. Muzułmanie swoje obyczaje przenoszą do kraju, w którym znaleźli gościnę. Nachalnie domagają się praw dla siebie w imię własnej wiary, tradycji, obyczajów. I tak w miejscach publicznych , gdzie obowiązuje dowolność stroju, muzułmanki chodzą zakryte od stóp do głów. W porze modlitwy muzułmanin rozkłada dywanik, nie bacząc na to, czy przeszkadza, czy wzbudza zaciekawienie, czasami śmiech i zaczyna się modlić. I tak dzieje się w szkołach, w zakładach pracy, w instytucjach typowo europejskich z wpisanymi od dawna modelami zachowań. I wydaje się, że tak powinno być , poszanowanie cudzych pogladów. Tylko,że to się nie kończy na indywidualnych manifestacjach odrębności kulturowych. Wymagania  wobec gospodarzy eskalują. A gospodarze ustępują, dostosowują się do żądań.
     I tu myślę, że tak nie powinno być. Jeśli wchodzisz między wrony musisz krakać jak i one. Muzułmanin, żyd, prawosławny, hinduista mają się na ulicy, w zakładach pracy w szkołach i na uczelniach dostosować do panujących obyczajów. Nie powinni manifestować swoich poglądów. Niechaj to robią w swoim domu, niechaj nawet budują swoje świątynie, teatry i kina. I niechaj tam pielęgnują swoją kulturę i religię. Jednakże niech nie wychodzą z nią w mejsce publiczne, bo nie są u siebie, lecz w gościnie. Nikt ich wszak nie zmusza,by uczestniczyli w obrzędach religijnych, narodowych świętach i innych obyczajach. Jeśli chcą korzystać z dóbr cywilizacyjnych  państwa, w którym zdecydowali się mieszkać, niech korzystają ale na prawach tych państw. 
     Być może, gdyby od początku tak było, gdyby nie posłuchano krzyków o prawach mniejszości, gdyby nie budzono nacjonalizmów, nadając wyjątkowe przywileje, może nie byłoby teraz zamachów terrorystycznych na cywilów. Może nie gineliby niewinni. Może nie trzeba się byłoby bać sąsiadów i innej wierze, kulturze? Nie wiem. Ale jeśli gdzieś idę, jadę do kogoś, to nie narzucam swoich poglądów, nie wymuszam dostosowania się do mnie. Ja się podporządkowuję. A jeśli nie mogę tego zrobić, to po prostu tam nie idę, nie jadę.

piątek, 18 marca 2016

Rekolekcje

     Uczestnictwo w kolejnych rekolekcjach wielkopostnych zaś przyniosło rozczarowanie. Co prawda nie bardzo wiem, czego się spodziewałam. Zapewne jakiejś recepty na ziemskie bytowanie, ale chyba przede wszystkim interpretacji niektórych aspektów wiary. Szczególnie w zakresie sprzeczności i niejasności.
     A może szukałam odpowiedzi na pytania o codzienność, o trwałość pewnych zasad, które ostatnio się bardzo chwieją. Co prawda, i wśród księży pojawiają się sceptycy albo niezbyt przygotowani do prowadzenia takich zajęć.
     Generalnie to był krzyk o częstą spowiedź. Katolicy mają się spowiadać a to im da wieczne zbawienie.
     W wywiadzie-rzece z księdzem Kaczkowskim, puckim kaznodzieją, wyczytałam, że spowiadanie to jego ulubione zajęcie, i że wielu księży lubi tę część kapłańskiej posługi. Tak więc mniemam, że spowiedź  jest dla wielu księży rodzajem rozrywki. Ks. Kaczkowski nie ukrywa, że słuchanie ludzkich grzechów sprawia mu niewątpliwą przyjemność. Lubi to i stwierdza, że dociekliwymi pytaniami potrafi wiernego doprowadzić do wyjątkowej szczerości, wyciągnąć z niego wszystko.
     Pamiętam słowa mojego ojca, który mówił nam, dzieciom, że księdzu mamy tylko sygnalizować pewne uchybienia, bo to są tylko ludzie i nie wiadomo na co i kiedy wykorzystają wiedzę zdobytą w konfesjonale. Wystarczy więc tylko słowem napomknąć, bo bóg jest wszystkowiedzący i zna nasze grzechy. A to wyznanie kapłanowi sygnalizuje mu naszą skruchę i świadomość, że źle uczyniliśmy.I ja to tak rozumiem. A tu słyszę,że jeśli wszystkiego dokładnie nie opowiem spowiednikowi, to nie będzie to spowiedź uczciwa.
     No więc na kolejnych rekolekcjach słyszę , jaka to ważna rzecz spowiedź szczera. A co w takim razie z boską wiedzą?  Rozczarowałam się, tym bardziej,że księża nie są ideałami. Być może słuchając wynurzeń petenta przy konfesjonale sami odczuwają ulgę, że nie są tacy najgorsi?  a może wysłuchiwanie łóżkowych historii daje im namiastkę normalnego życia, które odbiera im celibat?
     To były kolejne rekolekcje poświęcone właśnie roli spowiedzi. A ja osobiście mam coraz więcej obiekcji, co do tej strony wiary. Jeśli jestem cząstką Boskiego planu to i moje grzeszne upadki też. A więc zostały przewidziane już dawno temu i chyba wystarczy, że sobie je uświadomię. Ostatecznie mogłabym zasygnalizować je spowiednikowi. Niech wie, że jego owieczka też wie o swoich słabościach. Ale wiwisekcja przyczyn i groźba potencjalnych skutków? 

środa, 9 marca 2016

Nie umiem

     Nie umiem żyć samotnie. Muszę ciągle być potrzebna komuś. Nie potrafię mysleć o sobie.
     Patrzę w lustro - potrzebny fryzjer. Zaglądam do szafy- przydałoby sie odświeżyć garderobę - emerytura mnie ogranicza. Patrzę na ściany - marzą o malarzu. Oglądam samochód - przydałaby mu się porządna kąpiel. Zaglądam do garażu- też należałoby go trochę przewietrzyć.
     Tyle do zrobienia. Ale po co? Gdyby żył Kazik, robiłabym to z ochotą. Po powrocie z pracy przyłączyłby się i pracowalibyśmy razem, gadali, żartowali, a potem może piwo na spółkę ? Ale on nie wróci z pracy. Ta świadomość odbiera mi chęci. A przecież mogę to dla siebie! Tylko kto jestem?
     Jestem uzależniona od innych i dla innych.

Czytanie

     Po tych wszystkich przeżyciach rzuciłam się na czytanie książek. W poszukiwaniu odpowiedzi za co i dlaczego. Nie znalazłam. Wzięłam się więc za takie lektury, które mają zakończenia definitywne: ani dobre an złe. W telewizji nie oglądam wiadomości, żeby nie dowiedzieć się czegoś, co mnie jeszcze przygnębi. Nie czytam i nie oglądam literatury z kręgu "żyli długo i szczęśliwie".
Wiem, że życie jest długie, ale niezbyt szczęśliwe, bo szczęście jest niewidzialne i łatwo go nie zauważyć.
     Czy mi się udało odciąć od życia? Nie. Ono mnie dopada wszędzie, obrazami za oknem, słowami znajomych, w podsłuchanych rozmowach . Każdy ma swoje dramaty i tragedie, bo życie to teatr, sztuka napisana przez kogoś innego i rzucona na ziemię. Nikt nie robi castingów do wymyślonych ról. A jednak dostajemy swoje role, czy nam się to podoba, czy nie. Musimy je odegrać. Nawet jeśli się staramy, kombinujemy, myślimy racjonalne, staramy się podejmować rozsądne decyzje, unikać ryzyka, to i tak nas dopadają nieszczęścia - własne i cudze.
     A więc czytam. Kryminały do momentu, gdy domyślam się rozwiązania zagadki, obyczajowe do pierwszych oznak nieszczęśliwych przypadków, romansów nie czytam, reportaże spoza pól bitewnych, te które przedstawiają zwyczajne życie.Fantazy  z innych wymiarów czasu i przestrzeni. O ewolucji i o powstaniu Wszechświata, o badaniach kosmosu i archeologii.
     Poszukuję odpowiedzi na pytanie : kto lub co, dlaczego  i w jakim celu powołał życie na Ziemi? Czym ono ma być i czemu służyć?Kim jest ten Pierwszy Poruszyciel i czy mnie dostrzega. Jakie zadanie mi wyznaczył, jeśli jakiekolwiek wyznaczył? I co zamierza?

poniedziałek, 7 marca 2016

Poszuiwanie Boskiego Oblicza

     U zarania ludzkich dziejów Bóg dosyć często kontaktował się z ludźmi- przez proroków, wędrownych aniołów,wreszcie wysyłając Syna. Następnie przyszła pora na Uczniów. I wówczas - takie mam wrażenie - Bóg zamknął się w kościołach, kapliczkach. Tamże lud przychodził Go uwielbiać, wypraszać litość i łaski. W domach jakby Go nie było, albo raczej rzadko bywał. Toteż wierni na co dzień raczej o nim nie myśleli, nie zastanawiali się . Dopiero w kościele, na chwilę, zapominając o problemach pomyśleli o bogu, o piekle. W obliczu bogactwa kolorów na witrażach, wiele mówiących obrazach na ścianach wysokich murów, gdy od posadzki, na której klęczeli do sufitu było tak daleko, jak do samego nieba. W kościele zastanawiali się nad istotą dobra i zła. Dobro to niebo a zło to ogień piekielny, to ból i byt zbliżony do ziemskiego. W dni powszednie częściej spotykali się ze złem, cierpieniem, strachem i niesprawiedliwością. Nic dziwnego! Diabeł nie miał wstępu do kościoła, ale swobodnie mógł spacerować po siołach i bezdrożach, zaglądać do chałup i pałaców, podszeptywać to i owo. Wystarczyło jednakże udać się w miejsce święte, mając w zanadrzu obietnicę rzeczową lub duchową poprawy, pojednać się z Bogiem. I Bóg powracał.
     Rozwój nauki, określenie praw przyrody zaczęło ograniczać funkcję Boga. Piorun, pożar, powódź, trzęsienie ziemi stały się dziełem natury - nie kary boskiej. Nastał czas poszukiwania Istoty Boskiej w sobie. W ten sposób wyprowadził wierny lud Boga z kościoła. Teraz szuka go w sobie, by nadać lub odnaleźć sens własnego bytu w świecie, który praktycznie został opisany, spenetrowany naukowo.
     Coraz bardziej pustoszeją kościoły, coraz więcej ludzi deklaruje: "wierzący, niepraktykujący", "sporadycznie praktykujący, gdy czuje taką potrzebę" .
     Drzewiej wszystko było prostsze: dobro - białe, zło -czarne. W XXI wieku pojawiły się odcienie bieli szarości, skomplikowane analizy sytuacji, motywów, usprawiedliwienia i jasne pomroczności. Powoli zanika piekło a na jego mejsce pojawia się potępienie wieczne, nicość.
     A co to jest ta nicość? Większość ludzi nie może sobie tego wyobrazić. Co innego piekło- ogień, ból, cierpienie. A nicość? Jak wygląda, jeśli wygląda?